Mój mąż to geniusz
2008Życie genialnego naukowca, któremu udało się żyć w epoce „rozwiniętego” socjalizmu w zgodzie z własnymi wyobrażeniami o wolności i moralności, nie pozostawiło obojętnym ani jego kolegów, ani władzy. Krążyły legendy o jego przygodach seksualnych, jego poglądy na życie rodzinne – nazywał swoją rodzinę „spółdzielnią” – bardzo odbiegały od ogólnie przyjętych: wolał uczciwy nieingerowanie w życie osobiste obojga małżonków od tajnych zdrad. Wymyślił tak zwany kodeks niezależności rodziny – „małżeńską umowę o nieagresji”. Jego zachowanie wydawało się wyzywające, ale było podyktowane jedynie nieumiejętnością kłamania. W jego głowie, wypełnionej ogromną liczbą formuł, po prostu nie było miejsca na kłamstwa. Nie kłamał, żeby uniknąć nieporozumień. Bardzo różnił się od „fotelowych” naukowców. Kiedy wręczono mu teczkę, zdziwiony powiedział: „Dlaczego? Ja nie chodzę do łaźni”. Wszystkie opracowania i materiały do wykładów trzymał w głowie. Była to wyjątkowa, pomysłowa maszyna licząca. Podziwiali go, zazdrościli mu i bali się go. Nie tylko jego mniej utalentowani koledzy się go bali. Władze obawiały się jego samowoly. Odmówił zapewnienia obowiązkowej ochrony wymaganej od wszystkich fizyków zaangażowanych w „wojnę”. Przydzielono mu dwóch młodych mężczyzn i deptano mu po piętach, lecz on dosłownie popadł w depresję. „Naruszają moje prawo do wolności, Cora”. Do Landau przyjechała delegacja studentów i pracowników, prosząc, aby nie rezygnował z bezpieczeństwa – obawiali się konsekwencji nie tylko dla niego. Ale Dau nie błagał - nic nie powinno zakłócać pracy.